18 33 72 140
Limanowa, ul. Matki Boskiej Bolesnej 13
- A +

Wszystko co nie jest prozą

Wszystko co nie jest prozą

Najsampierw kilka faktów ogólnych. WSZYSTKO CO NIE JEST PROZĄ to wspólne, kolegialne wydawnictwo literatów działających pod patronatem Limanowskiego Klubu Literackiego. Klub z kolei funkcjonuje pod egidą i przy wsparciu limanowskiej Miejskiej Biblioteki Publicznej, ona też jest wydawcą tego tomu. To nieformalne stowarzyszenie ludzi pióra, limanowskie jest tylko z nazwy. Prócz mieszkańców miasta, tworzą go osoby z różnych zakątków regionu obejmującego powiat limanowski. Działa on na zasadzie dobrowolności: piszesz coś, co można podciągnąć pod hasło literatura - chcesz się efektami tego dzielić z innymi i dyskutować - witaj w Klubie. Żadnych legitymacji, kart wstępu, regulaminów, składek, zobowiązań czy obostrzeń. Taka formuła (brak sztywnych uwarunkowań czy potrzeba spełniania jakichś wygórowanych kryteriów), zdać się może, sprzyja jego funkcjonowaniu i wydaje się atrakcyjna. Klub się rozwija, klub się rozrasta w tempie niewiele wolniejszym niż internetowy portal społecznościowy. Już teraz liczy kilkudziesięciu stałych, pewnych literatów. Ich siedzibą i centrum dowodzenia jest limanowska biblioteka. Tutaj najczęściej się spotykają, tutaj też organizują i realizują swoje literackie akcje kulturalne (spotkania autorskie, konkursy literackie, wieczory poetyckie i in.). Wreszcie tutaj pracowali nad przygotowaniem niniejszej książki.

WSZYSTKO CO NIE JEST PROZĄ to ich pierwsze klubowe, poważne wydawnictwo. Wspólne, bo autorów w nim występujących jest, używając terminologii karcianej, dokładnie "oczko". 21 literatów. Stosunek liczbowy autorek do autorów na łamach tomu nie jest symetryczny, bo mężczyzn siła, ale nic to nie znaczy i o niczym nie świadczy. Różnorodnie jest pod względem wiekowym, jak też jeśli idzie o doświadczenie i związany z nim dorobek. Występują na kartach książki literaci starsi i młodzi, znani (już) i nieznani (jeszcze), pisarsko zaprawieni i literackie gołowąsy. Stąd i opisywanie świata uzależnione od dystansu czy bliskości spraw i rzeczy, doświadczenia, przemyśleń czy stanu emocjonalnego — zauważa Zbigniew Sułkowski, autor wstępu do tomu. Jedno natomiast łączy ich na pewno: mniej lub bardziej rozbudzoną pasją do uprawiania szeroko pojętego, literackiego poletka. Teraz trochę o samej książce.

Już pierwsze, co rzuca się w oczy to fajna okładka i enigmatyczny tytuł. Okładka przykuwa wzrok pomysłem twórczym i poziomem wykonawstwa. Nie dziwi to tak bardzo, gdy rozszyfrujemy autora. Jest nim Joanna Tokarczyk, profesjonalna artystka grafik, zawodowo zajmująca się właśnie m.in. projektowaniem okładek (www.joannatokarczyk.com). Jej autorstwa są też niezłe grafiki wewnątrz tomu. Prosiłoby się wręcz, by były w kolorze, bo niestety są tylko czarno-białe. Ale sama okładka po rozłożeniu rekompensuje ten brak, jak można przypuszczać, podyktowany względami ekonomicznymi. Tytuł tomu. Taki nieostry trochę, acz zdecydowany. WSZYSTKO CO NIE JEST PROZĄ - czyli co? Wybór poezji? Zbiór z każdą formą literacką, z wyłączeniem prozy? By przekonać się, jak to jest naprawdę trzeba sięgnąć po książkę. Nadmienić jeno można, że tytuł nie jest przypadkowy, ale przemyślny i koincydencyjny z zawartością. A jak? Niech się każdy sam zainteresowany naocznie przekona. Sprawa w każdym razie dość szybko, bo na pierwszych kartach tego arkusza wyjaśnić się powinna. I teraz zawartość. Tylko jak ją określić, by sensu tytułu przy tym na dzień dobry nie zdemaskować i powyższych, z nim związanych, roztrząsań? To może tak: trochę ogólnie najpierw, potem szczegółowiej, ale wyrywkowo.

21 czyli karciane "oczko". W tym przypadku 21 autorskich oczek; subiektywnych spojrzeń na to, co nas otacza albo w głąb siebie i swoich myśli. Do swojej wyobraźni, wspomnień, personalnych przeżyć i zdarzeń. Literacka emanacja własnych pragnień, emocji i odczuć, podlana intuicyjnym sosem i podana na - najczęściej - poetyckiej paterze własnego ja. Pełna powaga albo wisusowski humor. Zaduma bądź literackie carpe diem. Apoteoza lokalnej tradycji, środowiska, przyrody i krajobrazów, miejsc widzianych, historii (na marginesie: sporo tekstów zatopionych jest w lokalnym pejzażu czy środowisku). Poetycko na różne sposoby przez autorów (najczęściej poetki w tym tomie publikujące) podana i rozpisana namiętność, o której Beatlesi śpiewali, że jest wszystkim, czego potrzebujesz, plus związane z nią przeróżne emocje. I tak dalej.

Czego czytelnik wywiedzieć się może, sięgając po ten zbiorczy tom tekstów? Ano np. jak mogły wyglądać, spędzone w Limanowej, ostatnie dni życia Georga Trakla - cenionego XX-wiecznego literata austriackiego. Poetyckiego ekspresjonisty i dekadenty, a jednocześnie kazirodcy. Albo, by temat poetów pociągnąć, gdzie w Limanowej namierzono Wisławę Szymborską kilka lat temu i co z tego wynikło (historia autentyczna!). Można zaznajomić się z Rudolfem - Romem, który książki jak draże łyka i marzy, by finał hokejowej ligi NHL zobaczyć. Badania dowodzą, że trzmiel latać nie ma prawa, a lata - o tym poniekąd też jest tekst w tej książce. A może zainteresuje historia chłopaka, który napotkawszy kobietę swych marzeń, postanowił - totalnie wbrew swej naturze - zacząć prać skarpetki? Może kogoś niebanalne wiersze o Limanowej, niekoniecznie mające wydźwięk pozytywny, zainteresują? Lub historia Roberta, który zwiedzając Jordanię uprowadzon niemalże został przez Arabkę i mało co do małżeństwa przez nią nie przymuszon (?!... tak, tak: to też ponoć autentyk faktyczny). Zaznajomić można się z Martą, co w uczciwej stajni praktykowała i nie rok, nie dwa puszczała buhaja do krów i jej perypetiami lub dowiedzieć, która z podlimanowskich wsi w dawnych czasach była ...miastem.

Takie między innymi historie w tym arkuszu się pojawiają. Na pewno warto się z nim zaznajomić. Jest do nabycia w limanowskiej bibliotece i wybranych księgarniach miejskich w cenie naprawdę niewygórowanej. Polecamy.