18 33 72 140
Limanowa, ul. Matki Boskiej Bolesnej 13
- A +

Marian Wójtowicz

rzeźbiarz - samouk, poeta, nauczyciel techniki i informatyki. Radny Miasta Limanowa. Wyróżniony złotą odznaką Za zasługi dla miasta i gminy Limanowej. Dwukrotny wicemistrz Polski nauczycieli w pływaniu (2004, 2005). Rzeźbić w drewnie zaczął po osiągnięciu pełnoletności. Tematyka artystycznych zainteresowań jest szeroka - różne dziedziny życia społecznego i indywidualnego, abstrakcja, scenki rodzajowe i świątki, portrety aż po podstawki dai do kolekcji z dziedziny feng shui. Na przestrzeni lat wyspecjalizował się w płaskorzeźbie. Wielokrotnie nagradzany. Wystawiał swoje prace w Krakowie, Kamienicy, Nowym Wiśniczu, Starym Sączu, Zakopanym, Limanowej. Stworzył dzieła: Niefrasobliwy, Karczma, Cyganie, Szymon Słupnik, Pieta góralska, Grabarz losu, Kapela pasterska, Pod ciężarem władzy, Determinacja, Rabin, Masaj, Żydowska kapela, Smok, Młode wino, Żebrak, Ergo sum. Pisze wiersze, fraszki, opowiadania, satyry, bajki. W 2005 wydał je własnym sumptem w tomiku Mam w głowie 1000 słów. Żonaty, dwójka synów.

 


 

Bez pożegnania

Wszem wobec,

z głębokim żalem i pełne smutku

wiadomym czynimy,

że w dniu pochmurnym

i wietrznym

anno Domini ...

po długich i ciężkich zmaganiach

z nieuleczalną i wyniszczającą chorobą

zmarła Miłość.

O czym zawiadamiają

pogrążone w głębokiej żałobie

osierocone siostry:

Nadzieja i Wiara.

Nikt Ci nie towarzyszył w ostatniej drodze.

Nie odprowadził,

nie pomachał chusteczką.

Już dawno machnięto na Ciebie ręką.

Pozostały po Tobie głębokie blizny,

pusta szafa,

albumy pełne dowodów Twego istnienia

na pożółkłych fotografiach

oraz kilka zrudziałych ze starości łez.

Nie pozostawiłaś po sobie ani smutku

ani żalu, ani radości.

Na ostatnią drogę zabrałaś ze sobą

kilka starych kartonowych pudeł

i plastikowy worek na śmieci

Stworzyła Cię chemia

i pewien osobliwy magnetyzm.

Z nicości powstałaś,

w niwecz się obrócisz.

Bywaj!

Dziękujmy Ci, że z nami byłaś.


 

Cztery żywioły - powietrze

Nie traktuj mnie jak powietrze

obdarz mnie swoim uśmiechem

chcę być twoim zapachem,

drgnieniem powiek, oddechem

Nie traktuj mnie jak powietrze

bo gdyby zabrakło mnie tu

czy zadrżysz jak liść na wietrze?

Czy nie zabraknie ci tchu?

Powstrzymaj, opanuj swój gniew

twe rany ukoję, uleczę

weź bardzo głęboki wdech

nie traktuj mnie jak powietrze


 

Szanta

Chcę odbyć z tobą bardzo długi rejs

i wciąż i wciąż być z falą za pan brat

popłyńmy razem na sam świata kres

a kilwater niech zaznaczy łodzi naszej ślad

Rozkołysz moją łódź, rozkołysz

niech wiatr symfonią swą na wszystkich wantach gra

Niech zabrzmią bursztynowe struny morskich harf

niech się ukoi potargana dusza ma

Niech płuca nasze chłoną zapach alg

a morska pana to będzie nasz dom

niech nasze twarze twardo zrzeźbi wiatr

niech łopot żagli nada sercom mocny ton

Rozkołysz moją łódź ...


 

Cztery żywioły — woda

Zmarszczka, zachwianie twojej toni

dotyk, muśnięcie lekkie dłoni,

zapach wilgoci, szelest sitowia,

szept wiatru niczym czułe słowa

Kusisz twej fali misterną falbanką

Tyś mą kobietą, tyś mą kochanką

Już niecierpliwie zrzucam ubranie

Już zaraz, zaraz zacznę pływanie

Już wejdę w ciebie, w twe chłodne fale

Już płynę głębiej i dalej, i dalej

aż do całego ciała omdlenia

Do braku tchu, do zapomnienia

Pieść mnie i baw się moją osobą

Ja jestem w tobie, ja jestem z tobą

Objęcia twoje - istny raj

Chwilo, tyś piękna, wiecznie trwaj

Kołyszę toń twą głową i brzuchem

Płynę i płynę delfinim ruchem

Zanurzam w tobie usta pragnienia

aż do omdlenia, aż do spełnienia ...

Kiedym już do cna zmęczony człek

Wyrzuć mnie proszę gdzieś na brzeg

Pozwól zaczerpnąć trochę tchu

Wkrótce powrócę do ciebie tu

Będziesz mnie kusić fali falbanką

Wodo, tyś moją wierną kochanką

Dopóki w piersi mej starczy tchu

Zawsze powracać będę tu

Zawsze powracać będę tu

Będę tu,

Będę tu


 

Zakamarki pamięci

Pamiętasz smak jabłek?

kwaśnych, soczystych, zrywanych prosto z gałęzi.

Pamiętasz tajemniczy szept

starej cembrowanej studni?

Siedziała tam żaba,

ta sama co zawsze.

Czasami ładowała się do wiadra,

kilka dni upajała się złudną swobodą

i wracała po kilku dniach.

Ludzie prawili, że skarbu pilnowała

na dnie głęboko ukrytego.

A pamiętasz aromat siana w szopie

gdzie króliki nerwowo odmawiały paciorki?

Pamiętasz tę chatę z dzikim winem

ciekawie zaglądającym do okien,

z zszarzałymi od starości szybkami,

na krzyż podzielonych?

Żytnią strzechą grubo pokryta była.

Na strychu podobno krasnale się ukrywały ...

... a może to byli partyzanci?

Jej chropowate ściany

co roku na wiosnę wapnem bielone były

a w środku wielka skrzypiąca drabina na strych,

z bardzo chłodną poręczą,

jeśliby do niej przytulić czoło.

Izdebka przyozdobiona bogato była

w ciepło domowego ogniska

i garnitur starych ikon z jarmarku.

Wokół zawsze rozbrzmiewały wesołe okrzyki

dzieci goniących Berka, bawiących się w chowanego,

a zakamarków do chowania się było tam w bród.

Pamiętam, to chyba tu gdzieś w pobliżu

za tą starą szkołą,

wrzosem poligonu,

trudem dnia codziennego i bardzo nielicznych świąt.

Może za tym węgłem, tuż tuż ...

Znowu nie znalazłem,

ale to nic, to wszystko musi być gdzieś w pobliżu.

Na krótko tylko ukryło się w zakamarkach pamięci.

Kiedy stanę u kresu poszukiwań, znajdę.


 

"Z książką przez życie - poradnik młodego czytelnika"

Dawno temu, jeszcze w ubiegłym stuleciu, kiedy byłem jeszcze małym chłopcem i chodziłem do szkoły podstawowej, rodzice usiłowali namówić mnie do czytania książek. Za wzór do naśladownictwa stawiali mi rówieśników z sąsiedztwa. Nie jest to miłe, gdy kolega z za ściany wydaje się dla twoich rodziców ważniejszy i lepszy niż ty sam. Najlepsi uczniowie z mojej klasy na zakończenie roku szkolnego otrzymali nagrody książkowe. Tyle się namęczyli przez cały rok i jeszcze na wakacje dostali po książce. Basia, moja koleżanka z ławki to książkę dostała w nagrodę za czytelnictwo. Tego już za wiele. Tyle się naczytała przez cały rok szkolny i po co? Po to żeby dostać jeszcze jedną książkę do przeczytania. Czy te nagrody książkowe to też się nie czyta? Może one są tylko po to, żeby stały na półce i żeby wszystkie ciotki widziały, że to nagroda. Jak mnie ktoś spyta, jaką dostałem nagrodę, to po prostu udam, że nie słyszę. Postanowiłem sobie, że nigdy nie dam się namówić, ani zastraszyć. Czytał nie będę i już. Tyle się będę uczył, ile trzeba i tak się będę uczył, żeby na żadną nagrodę książkową nie zasłużyć. Tym razem mi się udało. Nie na długo. Tata kupił mi książkę, na imieniny. Przez grzeczność wypadało przynajmniej zabrać się do czytania i potem znaleźć tuzin pretekstów, żeby nie mieć czasu na dokończenie. Jakoś sobie z tym poradzę. Pamiętam jak dziś. Autor: Adam Liskowacki. Tytuł: Wodzu, wyspa jest twoja. Na początku pierwszego rozdziału wakacje, tak jak i w rzeczywistości. Główny bohater chłopiec, mój rówieśnik i też nie lubił się uczyć. Wciągnęło mnie, wsiąkłem, stało się. Trudno się przyznać, ale pomimo tylu mocnych postanowień, zostałem czytelnikiem. Jak to się z ludźmi dzieje, zrozumieć to może tylko ten, kto przeczytał przynajmniej jedną książkę w życiu z prawdziwym zainteresowaniem, i nie za karę. Czytelnictwo jest jak choroba zakaźna. Zarazić się nią można wyłącznie przez kontakt osobisty. Prowadzi do pełnego uzależnienia. Później bez książki ani rusz, a jak już gdzieś wyjedziesz poza miejsce zamieszkania, choćby na wczasy, kolonię, czy do sanatorium, to tam na miejscu od razu dyskretnie ludzi pytasz, gdzie tu jaka biblioteka? Albo czytelnia? To jest nałóg gorszy niż palenie tytoniu. Tego się nie da rzucić. Nie wierzysz? Spróbuj zerwać z nałogiem czytania. Mnie się kiedyś prawie udało. Cały rok podczytywałem po kątach, ukradkiem i wszystkim dookoła z dumą mówiłem: ?rzuciłem czytanie!?. Potem przestałem się z tym kryć. A co to wstyd jaki? Inni też czytają. Zauważcie, wejścia do bibliotek i czytelni zwykle nie są od frontu z głównej ulicy, ale tak usytuowane, żebyśmy mieli szansę zachowania pełnej dyskrecji. Niby to wchodzimy do jakiegoś biura, instytucji a tu nagle znajdujemy się w bibliotece. Nigdy biblioteka nie znajduje się w samym centrum, nigdy w wielkiej galerii handlowej, a prawie zawsze jest gdzieś w pobliżu, pod ręką. Niekiedy wchodzi się do niej od podwórka, anonimowo.

Czytać można na kilka sposobów:

  • to co chcemy, i to co musimy
  • książki naukowe i beletrystykę, czyli powieści
  • rzucający czytanie mogą posiłkować się wspomagaczami w formie na przykład komiksów, lub gazet tak zwanych opiniotwórczych. One tworzą opinie dla tych co nie wiedzą, jaką opinię wypada mieć w środowisku czytelników tych opiniotwórców. Przed użyciem należy zapoznać się z treścią ulotki lub się skonsultować z magistrem bibliotekoznawstwa i informacji naukowej.

 

Mnie tam komiksy nie pomogły nic a nic. Trzeba jeszcze przy tym mieć silną wolę i odrobinę charakteru. Czytałem bez opamiętania w autobusie, w pociągu, na boisku szkolnym i na niektórych lekcjach. Raz nawet dałem się złapać na ukradkowym czytaniu podczas lekcji, ale to osobna historia. Dziś jeszcze mi wstyd na samo wspomnienie. Pamiętam autora i tytuł książki. Gorzej z nazwiskiem nauczycielki. Uczyła u nas krótko, była parę miesięcy na zastępstwie.

Z powodu nałogowego czytania nie zostałem inżynierem mechanikiem, ani elektrykiem, (prądu w życiu na oczy nie widziałem), ani żadnym innym inżynierem. Sportowcem wyczynowym też jakoś nie. Z medycyną też mi nie wyszło. Ta wersja jest dla tych, co na siłę chcieli, żebym był kimś ważnym. A ja tak naprawdę jestem kimś ważnym, ale nie w ten sposób, jak niektórzy by chcieli. Niemniej jednak, nigdy nie dajcie złapać się na lekcji na ukradkowym czytaniu! W ogóle czytelnictwo, szczególnie w młodym wieku, powinno być surowo zakazane. Z wszelkimi konsekwencjami. Przeszkadza w nauce i szkodzi zdrowiu.

Lubię książki zaczytane. Wiecie jakie to są? Jak się czyta książkę w łóżku albo w wannie, albo w kuchni podczas posiłku, gdziekolwiek, w środkach komunikacji masowej, trzyma się ją zwykle jedną ręką i mocno ściska. Druga ręka może w tym czasie być potrzebna do czegoś innego. Kierowcy i motorniczy nie powinni czytać podczas jazdy. I ta ściskana książka, otwierana nadmiernie szeroko, po dokładnym przeczytaniu jest taka troszeczkę skrzywiona. Grzbiet ma taki nie prostopadły do kartek, tylko taki trochę na ukos. Im więcej ludzi tę książkę czytało, tym bardziej jest skrzywiona. Ja mówię wtedy, że jest zaczytana. Takie książki lubię czytać najbardziej, są najciekawsze, i czytając je, zaczytuję jeszcze głębiej.

Wysłuchiwanie i przekazywanie dalej różnych, nie zawsze sprawdzonych, informacji nazywa się ogólnie plotkowaniem. Niezależnie od tego, czy się nam to podoba czy nie, ludzie plotkują, plotkowali i plotkować będą. Plotka jest podstawowym łącznikiem ludzi z ludźmi. Gdybyśmy nie obgadywali siebie nawzajem, to o czym byśmy ze sobą rozmawiali? Jak ubogi byłby nasz język? Czytanie powieści jest formą najgorszego rodzaju plotkowania. Nie dość, że dowiadujemy się historii niestworzonych, wymyślonych, wyssanych z palca albo z pióra autora, to jeszcze w powieściach występują często postaci fikcyjne, takie których nigdy nie było. Dlatego czytanie powieści dla wielu mądrych osób bywa źródłem wstydu. Ja osobiście robię tak: na czytaną powieść nakładam dyżurną obwolutę z jakiejś mądrej książki, encyklopedii lub słownika. Jeśli już ktoś mnie złapie na tym że czytam, wcale już nie muszę się wstydzić. Niech sobie myśli że czytam coś mądrego, że jestem mądry i nie zajmuję się plotkami.

Osobną grupę książek stanowią książki naukowe, takie na przykład podręczniki. Przez długi czas nie wiedziałem co to podręcznik. W szkole miałem książkę do matematyki i książkę do polskiego. W starszych klasach doszła jeszcze książka do ćwiczeń do polskiego i zbiór zadań do matematyki. A żadnego podręcznika nie używałem. Ktoś mądry mnie uświadomił, że książka do polskiego i podręcznik do polskiego to to samo. Dobrze że to zrobił, w przeciwnym razie do dziś żyłbym nieuświadomiony. Mądre książki to książki naukowe. Piszą je mądrzy ludzie, dla innych ludzi, którzy nie są tacy mądrzy, po to żeby właśnie byli mądrzy. I ci mądrzy już chyba nie muszą czytać mądrych książek, bo już są mądrzy. Głupich też nie czytają, bo chyba nie wypada. Mądrego najłatwiej poznać po tym, że niczego nie czyta. Mądry uczyć też się nie musi, bo już jest mądry. Są podobno ludzie tak odporni na wiedzę, że do końca życia się uczą i głupi umierają. Tak jakoś mawiała moja babcia. Ona już dawno nie żyje, ale ona była bardzo mądra, bardzo dobra, i jeszcze bardziej kochana. Czytała bardzo dużo.

Ostatnio wśród młodzieży zapanowała moda na czytanie ebooków. Ebook to książka elektroniczna przeznaczona głównie dla tych co nie lubią atmosfery księgarni, zapachu i nastroju czytelni, i czytanie jest dla nich sprawą na tyle intymną, że wolą czytać w zaciszu domowego ogniska, sam na sam z komputerem, albo po prostu mają alergię na książki. Włącza się komputer, łączy się z Internetem, ściąga ebooka i czyta bezpośrednio z ekranu. Niekiedy za ebooka trzeba zapłacić jakąś drobną kwotę. Najprościej przelewem też przez Internet. Takie ebooki nigdy nie są zaczytane. Nie są pobrudzone sokiem malinowym, ani kawą, ani ciastkiem z kremem. Nie mają zapachu i w ogóle są bardzo higieniczne. Nie bierze się ich do wanny, nie czyta do poduszki, nie słychać nawet szelestu przewracanych kartek. Można podczas czytania posłuchać muzyki bezpośrednio z komputera. Ebooki często są poradnikami albo streszczeniami i opracowaniami prawdziwych książek. Przeznaczone są dla ludzi inteligentnych, bo tylko inteligentni mogą pozwolić sobie na lenistwo. Streszczenie jest to przedstawienie w skrócie treści po wcześniejszym wyrzuceniu tego, co zdaniem wyrzucającego nie jest istotne. Inteligentna osoba zawsze może sobie wyobrazić co było usunięte i sobie "dośpiewać". Czytanie tego "dośpiewanego", co już nie jest napisane nazywano dawniej "czytaniem między wierszami". Usuwaniem tych "do dośpiewania" treści z książek zajmowali się cenzorzy. Usuwają oni co popadnie. Na przykład nazwijmy to umownie opisy przyrody albo biologii, same najciekawsze opisy i te fragmenty, które ich zdaniem, nie są dla nas zbyt interesujące. Oni usuwają to co im się wydaje, że nam się wydaje, że to nie jest zgodne z tym, co się wydaje, że...

Coś chyba zamotałem. W każdym razie, po takiej cenzurze, książka już jest cenzuralna. Czytajcie tylko książki cenzuralne, nawet wtedy, kiedy nikt nie widzi.

Niektórych, zwłaszcza młodych i początkujących pisarzy tak strasznie męczy talent, że nie mogą wręcz powstrzymać się od pisania. Zaczynają od miniatur literackich. Robią to byle gdzie, na ławkach szkolnych, na stołach w stołówce, na drzewach w parku a niekiedy nawet na futrynach, drzwiach i ścianach ubikacji, i to nie swoich, lecz publicznych. W domu kartkę i długopis mają zawsze pod ręką i gdy złapie ich natchnienie, mogą rzucić wszystko i pisać. Ale najwięcej czasu mają siedząc w miejscu odosobnienia. Można tam spokojnie poćwiczyć podpis swojego pseudonimu autorskiego. Do tego też trzeba mieć odpowiednie warunki. We własnej toalecie może nie być tyle inspirujących zapachów. Proponuję, żeby te interesujące dzieła literatury współczesnej, miniaturowej, szybkiej i zdyszanej, nazwać wc-bookami.

Życie autorów zapewne do łatwych nie należy. AUTORZY!!!! Książki o wiele łatwiej i szybciej czyta się niż pisze. Zachęcam więc, czytajmy o wiele więcej niż piszemy i róbmy to intymnie, w domu a nie w miejscach publicznych intymnego odosobnienia. Wszystko z umiarem i bez niepotrzebnej ostentacji. Czy wszyscy zaraz muszą widzieć, że umiemy czytać i pisać? Po co mają się zastanawiać, dlaczego nasz pseudonim autorski został napisany z małej litery i z pominięciem zasad ortografii?

Cóż, każdy podpisuje się najlepiej jak potrafi.

Jeśli nie możemy się powstrzymać od czytania publicznie i w towarzystwie, co z całą pewnością do dobrego tonu nie należy, to zwracajmy baczną uwagę, żeby literki w naszej książce zwrócone były do nas a nie do góry nogami. Tak wprawdzie czytać się da i przy odrobinie wprawy można czytać nawet dość sprawnie, ale po co narażać się na śmieszność?

Zachęcam wszystkich, czytajcie z umiarem!