Maciej Kazana (alias TonyMorgan)

Urodził się w 1992r. w Limanowej, gdzie mieszka na stałe do dziś. Obecnie jest studentem Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Poezją zajmuje się oficjalnie od piętnastego roku życia. Od 2009 roku jest członkiem Limanowskiego Klubu Literackiego. W wolnych chwilach oddaje się ulubionym zajęciom: wędrówkom po górach, muzyce i oczywiście pisaniu wierszy. Jego ulubionym tematem poetyckim jest, jak na młodego romantyka przystało, nieszczęśliwa miłość.

 


 

do kwiatów

nie dla kobiet, lecz dla aniołów stworzonych
w ofierze róż siedem krwistoczerwonych
pierwsza imieniem niespełnionej miłości
druga symbolem przyjaźni, trzecia - zazdrości
czwarta niech będzie marzeń wyrazem
piąta - chwil pięknych, spędzonych razem
szósta zaś źródłem - Nadzieją niech tryska
siódma płomieniem miłosnego ogniska
pocałunkiem słodkim niech będzie zwieńczona
i wzniesionym toastem wśród przyjaciół grona
za przyjaźń, za miłość, za wszystkie marzenia
za szczęście, za uśmiech, ulotne wspomnienia
za kwiaty, które zwiędną bezsprzecznie
niech będzie cudownie. chwilo! trwaj wiecznie.

 

listopad

kiedyś nadejdzie listopad naszej przyjaźni
wicher słów połamie ostatnie gałązki zaufania
deszcz łez zamoczy piękne wspomnienia
niedbale kreślone na kartach pamiętnika
w końcu nadejdzie ta smutna chwila
gdy z kieszeni powyciągam rzeczy
które co dzień przypominały mi o tobie
i rzucę niedbale w płomienie domowego kominka
zakończę to złudzenie nim będzie za późno
ten wiecznie trwający sen
że nasza przyjaźń była słodka i gorąca

niech spłonie moja sekretna biblia
niech wybuchnie karmazynowym żarem
przeklęta księga tysiąca Nadziei
niech ogień strawi cały splendor
mojej nieodwzajemnionej miłości
ten cały spleen i te wszystkie stany
smutku i bezdennej rozpaczy
te momenty beztroski
twój urok i czar
niech i nienawiść pochłonie
za fałszywą maską przyjaźni ukryte
wszystkie te przysięgi
zerwane tajemnice
skryte wyznania
cierpienie
i ból

a jedyne co mi po tym pozostanie
to nasze ostatnie wspólne zdjęcie
które niepostrzeżenie wymknęło się
surowej warcie płonących żagwi

bo nasza przyjaźń była słodka i gorąca

 

***

zakochać się
od pierwszego wejrzenia

spoglądając w gwiazdy
słuchając ciszy
dotykając księżyca
płacząc

pożądać
od pierwszego westchnienia

spoglądając w twe oczy
słuchając twych słów
dotykając twej twarzy
całując

marzyć
od pierwszego wspomnienia

spoglądając w pusty kąt
słuchając głosu serca
dotykając powietrza
śniąc

 

Wspomnienia

Gdy przypomnę sobie głębię twoich oczu,
Głębię, która nie pozwala mi spać,
Głębię, która wypełnia całą pustkę w moim życiu,
Wtedy myślę..

Gdy przypomnę sobie słodycz twoich ust,
Słodycz, która mnie zawsze onieśmiela,
Słodycz, która pomaga mi przetrwać,
Wtedy myślę..

Gdy przypomnę sobie blask twojej twarzy,
Blask, który rozświetla drogę przede mną,
Blask, który rozpromienia ciemności,
Wtedy myślę..

Gdy przypomnę sobie dźwięk twojego głosu,
Dźwięk, który brzmi jako głos skrzypiec,
Dźwięk, który jest pięknem samym w sobie,
Wtedy myślę..

Gdy przypomnę sobie moje uczucie do Ciebie,
Uczucie, które życie mi daje i zarazem odbiera,
Uczucie, którego nigdy nie pozwolę zgasić,
Wtedy płaczę. 

 

***

Kładę się wieczorem do łóżka,
Gaszę światło i spoglądam przez okno.
Pomiędzy drzewami przemykają co chwilę
Mrugające światła samochodów.
W pokoju jestem sam, tylko ja,
Ale nie czuję się samotny,
Coś jest ze mną, ktoś przy mnie czuwa.
Moje marzenia przemieniają się w sny,
A sny stają się marzeniami.
Błędne koło, które raz po raz
Przynosi odrobinę radości,
Chwile długo oczekiwanego szczęścia.
Znów jesteś przy mnie,
Co prawda we śnie, ale jesteś.
W życiu realnym nie byłabyś tak blisko,
Tuż obok mnie.
A tutaj, przytulasz mnie, całujesz,
Spoglądasz głęboko w moje oczy.
Dotykam twego ciała
I czuję jak rozpala mnie ogień,
Moja dusza pali się w płomieniach miłości,
A pożądanie przecina granicę rozsądku.
Moje myśli zwracają się ku tobie,
Strachliwym wzrokiem spoglądam na twe usta,
Patrzę głęboko w twoje oczy
I widzę odrobinę radości.
Jesteś szczęśliwa że czuwam przy tobie,
Że nasze dusze są tak blisko siebie.
Zapewne widzisz łzy w moich oczach,
Choć nie ze smutku, lecz ze szczęścia.
Ja również potrafię się cieszyć.
Ale w końcu będę musiał się obudzić,
Moje marzenia się rozwieją
I znikniesz ode mnie, ale nie na wieki.
Przecież jutro może pojawisz się znowu
I kolejny raz będziesz ze mną szczęśliwa.

 

Samotność

Stoisz sama nad przepaścią życia
Dookoła ciebie jest tylko cisza
Cisza która cię przeraża
Twoje serce zaczyna bić mocniej
Gdy na tym głuchym pustkowiu
Pojawia się nieznaczny cień
Cień miłości niepozorny
Zbliża się powoli
Coraz szybciej się zbliża
W końcu dociera do ciebie
I przepływa obok
Przesuwa się i przemija
Próbujesz biec za nim
Złapać go za niewidzialny sznur
Poprowadzić po niebie jak latawiec
Ale leciutki wiatr
Popycha go jak maleńki obłoczek
Coraz prędzej i prędzej
Oddala się i w końcu znika
Znów wyrzucasz sobie
Że trzeba było wyjść miłości naprzeciw
Że powinnaś pomyśleć o tym wcześniej
Kiedy można było jeszcze coś zrobić
Łza żalu spływa po twoim policzku
Nie ma jej kto otrzeć
Nie znalazłaś dziś nikogo
Kogo potrafiłabyś kochać

 

Sen

Mijają kolejne godziny, minuty, sekundy,
A ty, pani mego serca, stale powracasz,
Wciąż ukazujesz swe piękne oblicze.
Moje zmysły przekraczają granice pożądania,
We śnie, poza kontrolą realnego świata.
Wydajesz się być blisko,
A jednocześnie jesteś tak daleko.
Uczucia mieszają się ze zdrowym rozsądkiem,
Znów oczy przesłania mi stalowa opaska gniewu,
Zazdrość zaciska pięści,
Złość powala na kolana.
Podchodzisz, lecz ciągle milczysz,
Nie jestem godzien słuchać twego głosu.
Podnosisz mą opuszczoną głowę
I pozwalasz spojrzeć głęboko w oczy.
Tonę w pięknie nieogarnionego błękitu.
Każesz powstać, powstaję,
Subtelnie zbliżasz się do mnie,
Oddechy stają się jednym,
Słyszysz bicie mojego serca.
Nie odwracając wzroku od twych ust,
Oddaję ostatnie tchnienie zakochanego człowieka
I upadam, umieram ze smutku.
Oddalasz się, nikniesz w otchłani.
Czuję już tylko chłód, widzę ciemność.
To tylko sen..

 

Miłość

Czymże jest miłość nieszczęśliwa,
jeśli nie cierpieniem?
Czymże jest cierpienie największe,
jeśli nie osamotnieniem?
Czymże jest osamotnienie,
jeśli nie życiem w zazdrości?
Czymże jest zazdrość więc,
jeśli nie brakiem odwzajemnionej miłości?

Czymże odwzajemniona miłość,
jeśli nie natchnieniem?
Czymże jest zaś natchnienie,
jeśli nie spełnionym marzeniem?
Czymże jest marzenie,
jeśli nie wynikiem złości?
Czymże jest złość zatem,
jeśli nie sprowadza się do miłości?

Miłość wszystkim i wszystko Miłość,
taka już życia każdego zawiłość.

 

***

Spoglądam już tylko przed siebie
Wciąż do przodu
Nieustannie dążę do granicy dorosłości
Zbliżam się do bramy zakazanych uczuć
Wspomnienia odciskają się w pamięci
Jak ślady wędrówki po mokrym piasku
Lecz nie zostaną rozmyte przez fale
Nie ulegną zatarciu
Bolesne chwile wbiją się głęboko
I uśpione zbudzą się w chwilach uniesienia
Pozornej szczęśliwości liczonej w ponadnaturalnych jednostkach
Czas spędzony na obrzeżach pożądania
Pośród miliardów kłębiących się myśli
W całkowitych ciemnościach duszy
I kiedy zwracam wzrok na iskierkę światła
Widzę ogrom rozlewającej się Nadziei

 

od pierwszego wejrzenia

zakochałem się w twoich oczach
mimo że nie spojrzałem w nie ani razu
zakochałem się w twoich ustach
mimo że nigdy cię nie pocałowałem
zakochałem się w twoim głosie
mimo że stale obdarzasz mnie ciszą

wciąż słyszę tylko szept mojego serca
Miłość, Nadzieja, Wiara
wciąż słyszę tylko krzyk mojej duszy
zazdrość, gniew, nienawiść
wciąż jestem rozdarty między sercem i duszą

Miłość i zazdrość - pożądanie?
Nadzieja i gniew - zaufanie?
Wiara i nienawiść - rozsądek?
przestaję myśleć, bo wciąż myślę o tobie

 


 

Barwy istnienia

Głęboka czerwień - Miłość i krew
Wyblakły róż - zazdrość i gniew
Przeczysta biel - niewinność i oddanie
Ciemny fiolet - śmierć i pożądanie
Spokojna zieleń - Nadzieja i odosobnienie
Wszechobecna czerń - grzech i zniszczenie
Podniebny błękit - Wiara i życie
Nieśmiała szarość - smutek i skrycie
Błyszczące złoto - bogactwo i sława
Cudowna purpura - władza i zabawa
Tajemnicze srebro - zaufanie i trwoga
Gorący żółty - milczenie i pożoga
I tak, jak pejzaż barwami malowany
Tak portret istnienia został tu spisany
Piórem, by przetrwał przez pokolenia
I młodym duszom Nadziei, w wyzwolenia
Czasie, dodał dla przetrwania
I piękna poezji, krzty poszanowania

 

Do Nieznajomej

O pani mego serca,
Ty, co myśli me zwodzisz wiecznie,
Ty, co żyć samotnie nakazujesz,
Ty, co bez ciebie umierać się chce,
Pozwól cząstkę życia twego zabrać,
Na pamiątkę,
Dla siebie...
Choćby dzień, minutę, sekundę...
Pozwól o piękna, aby widokiem twoim,
Serce do radości wzbudzać co dzień?
Twoje włosy złociste jak słońce,
Co falują na wietrze jak konie
Galopujące po pustym stepie,
A oczy twoje niewinnym
Blaskiem biją i widać z daleka,
Że serce czyste dzierżysz...
Lecz żyć bez ciebie trudno
I smutek w serce wnosi wieść,
Że tak naprawdę,
Odwiedzasz mnie nieustannie,
Lecz tylko we śnie spotkać cię można.

 


 

Modlitwa wieczorna

Panie, który jaśniejesz nade wszystkie ciemności,
Panie, który mnie prowadzisz po drodze życia,
Panie, który pozwalasz trwać w Miłości,
Wysłuchaj próśb samotnego człowieka,
Który głosi Twoją chwałę
I uwielbia Twoje święte imię.
Boże, pozwól mi nadal żyć w szczęściu,
Odważnie wyznawać moje myśli
I czynić to co najważniejsze.
Spraw, aby mądrość spłynęła na mnie
A Nadzieja wypełniła moją duszę.
Wiara niech będzie wszechobecna,
Tutaj i po krańce Ziemi,
Teraz i po wszystkie czasy.
Dozwól, o Panie, aby Prawda
Zniszczyła kłamstwo i obłudę.
I proszę, chroń mnie Boże,
Chroń przed przyjaciółmi,
Bowiem z wrogami, poradzę sobie sam.

 

Iskierka

Zbudziło mnie rankiem
Delikatne muśnięcie wiatru
Promyk spadł na mój policzek
I uczułem
Jakoby niewidzialny pocałunek
Spoczął na moich ustach

Powoli otworzyłem oczy
Lecz ciebie już nie było
Znikła moja iskierka nadziei

Jak mówią wytrwali:
Nie pierwsza to
I nie ostatnia
Lecz dla mnie była wyjątkowa
Inna niż wszystkie

O poranku srebrzystozielona
Napawała mą duszę optymizmem
Wieczorem zaś purpurowa
Co układała mnie do snu

Za dnia ognistoczerwona
Rozedrgana
Jak miłość gorąca
W nocy zaś błękitna
Spokojna
I chłodna
Jak widok lodu wieczystego

Teraz pozostało mi jedynie wspomnienie

Co Bóg dał
Niechaj Bóg zabiera
Lecz co miłość przyniosła
Niech życie nie odbiera
Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej