18 33 72 140
Limanowa, ul. Matki Boskiej Bolesnej 13
- A +

Joanna Adamczyk

Zamieszkała w pięknej i malowniczej miejscowości Stronie. Sercem związana ze Szczawą. Kocha Gorce. Pisanie to dla niej życie. Uważa słowa za zwierciadła serc. Kocha Boga, książki, muzykę, rodzinę i swojego kota. Jej pasją jest pisanie, czytanie, strzelanie z łuku, śpiew i gra na instrumentach. Redaktor w Redakcji Essentia. Należy m. in. do orkiestry i zespołu regionalnego.

 


 

Przynieś mi sen

Skąd się wzięło to pragnienie
Tego ciepła raniącego
Tego snu który się nie chce
Ziścić ani zgodzić wyśnić
Skąd się wzięła ta tęsknota
Za czymś pięknym niedostępnym
Co sen złoty przynieść nie chce
Aby serca nie raniąc ranić
Skąd się wzięła taka pustka
Której czegoś ciągle brak
Ból co zasnąć nie da sercu
Sen co ulgi przynieść nie chce
Co mi powiesz gdy zapytam
Nyks najdroższa nocy skarbie
Gdzie Morfeusz z marzeń snami
Gdzie Fobetor z koszmarami
Czyżby Hypnos z mym natchnieniem
Trafić nie mógł do mych drzwi
Jeśli nie czemu nie przyjdzie
Ze snem jeszcze niewyśnionym
Niech przybędzie bo me serce
Zżera pustka snu tęsknota
Niechaj da mi czas wytchnienia
W marzeń sennych pogrążenia
Gdy bezsenna Noc nawiedzi
Niech zjawi się utęskniony
Sen przepiękny o miłości
Tej prawdziwej niewyśnionej


 

Za nami.

Jestem sama
Wszyscy odeszli
Zostałam sama
Tęskniąca
"Ja jeden zauważyłem, że Ikar utonął"
Ja jedna widzę siebie tonącą.
Pragnę.
Tęsknię.
Tonę w morzu samotności
W tłumie ludzi nieobecnych
Pragnę silnej ręki
Która mnie stąd wyciągnie
Tęsknię za nim.
Za nami.


 

Uwięzieni

Pokonałeś marzenia
Wolę silną osłabiłeś
Smutek serca zaszczepiłeś
Pragnień niespełnionych
Jakże jest ograniczona
Wolność moja sercem Twoim
Jakże Ty z okowów serca
Wyrwać się zdołałeś z myśli?
Czemuś pojmał mnie mój książę?
Czemuś mnie uwięził w bólu?
Czyż tortury me sromotne
Jej uśmiechem wieńczą Cię?
Czy to ona rozkazała
Poddać mi się woli Twej?
Czy z mej władzy się wyrwawszy
Ciemiężeniu się oddałeś jej?


 

Jak zrozumieć?

Czym jest miłość?
Czym jest szczęście?
Pasmo nieszczęść
Samotności
Któż więc pojąć
Zdoła miłość
Sen zrozumieć
Szczęścia
Jak ogarnąć
Przeznaczenie
Sens bezsensu
Niepowtarzalności.


 

Duma

Duma zaprzeczyła
Nam nie pozwoliła
Milczenie obróciła
W codzienność zamieniła
Serce w kamień i łzy
Tęsknota i bezdenność
Nienawiści ciemność
Pragnienie pokoju
W ciężkim życia znoju
Zagłuszone rozpaczą
Dlaczego serca nasze
Z żalu nie płaczą
Ratunku szukając
W miłości się zatracając
O przebaczenie błagając
Dlaczego


 

Poszukiwanie

Jadę bez celu
Szukając szczęścia tam, gdzie go nie ma
Szukając radości tam, gdzie rozpacz
Miłości - tam, gdzie nienawiść.
Rozmyślając o przeznaczeniu
Powołaniu do szczęścia
I nieodłącznym jego elemencie
Cierpieniu
O dwóch drogach
Które się wiecznie ze sobą przeplatają
Toczę walkę ze sobą
Choć wiem, że i tak przegram


 

Świat ze snów

Gdzieś daleko
Choć tak blisko
Leży miejsce
Z moich snów
Gdzie marzenia
Się spełniają
I gdzie uczuć
Nie czuć prócz
Szczęścia cudu
I radości
Tam jest uśmiech
Nie ma smutku
Żalu, łez
Nie ma już bólu
I cierpienia
Każdy chciałby
Przenieść się tam
Choć na chwilę
Się zapomnieć
Oddać snom
Swoim marzeniom
Do krainy
Przenieść się
Tam gdzie wszystko
Jest na miejscu
Widok piękny
W każdej chwili
Ciepło nawet
Kiedy chłód


 

Mrok

Siedzę sama
Wokół tylko mrok
Wszechobecna cisza
Zmącona tylko
Tchnieniem mym
Biciem serca
Patrzę w ciemność.
W głowie natłok myśli.
A jednocześnie pustka.
Widzę Twoją twarz,
Spojrzenie snuje się
A przed oczyma mrok
Miłość.
Nienawiść.
Słowa żalu.
Fala bólu.
Wszechobecny mrok.
Tęsknota.


 

Prośba niespełniona

Słońce praży
Wiatr przenika
Zimna łza
W oku się zmienia

Wrzątkiem bólu
Serce zalewa
Lodu tego
Ogień nie stopi

Głos więźnie w gardle
Serce w piersiach staje
Żal się żegnać myślę
Nie chcę już odchodzić

Zatrzymaj me serce!
Nie pozwól umierać
Wesprzyj, proszę.
Za późno. Odeszłam.


 

Tak bardzo skromny

Skromność cnotą jest nad cnoty
Wychwalaną w pieśniach wielu
Więc wypełniaj co do joty
Jej przykazy przyjacielu!
W tym sercu zarozumiałym
Niesie się wieść dla ludzkości
O mężu pewnym wspaniałym
Cnoty wiernym poważności
Młodzian ten ponad przeciętny
Myśleć już utracił zdolność
Prawi o swym intelekcie
Wychwalając swoją skromność
Widzisz pierś wypina dumnie
Liczne laury zbiera wdzięcznie
W cnocie wykłada rozumnie
O tym, że wygląda cudnie